Moje chińskie życie

Nie jest łatwo żyć w Chinach, zwłaszcza w małych miasteczkach. Moje wszystkie wcześniejsze pobyty w Chinach (rok 2013, 2014) były zupełnie inne niż ten, który przeżywałam parę miesięcy temu (rok 2016). Wcześniej były studia, masa znajomych, wieczne podróżowanie, życie w wielkim chińskim mieście, wychodzenie ze znajomymi. Będąc w Szanghaju, Pekinie czy innym większym mieście nie brak Ci ‘europejskości’. Brakuje Ci zachodniego jedzenia? Idziesz do zachodniej knajpy. Chcesz się napić dobrej kawy? Nie ma problemu, idziesz do starbucsa. Zakupy? Wszystkie sklepy do wyboru. Spotkanie z ‘europejskimi znajomymi’? Codziennie.

Co nas tu przywiało?

W 2016 roku po raz kolejny wyjechaliśmy (ja + Nico (mój mąż)) do Chin na parę miesięcy. Tym razem nie były to znane miasta, w których studiowaliśmy (Szanghaj, Pekin, Suzhou), ale było to małe miasteczko Huolinguole, leżące w Mongolii Wewnętrznej (to nie kraj, to jeden z regionów Chin). Dostaliśmy zaproszenie od mojej chińskiej znajomej – Delli, która pochodzi z Huolinguole i ma w tym miasteczku (milion mieszkańców) swoją szkołę języka angielskiego. Wyjechaliśmy z zamiarem pomagania jej w szkole. W tym regionie Chin, praktycznie żaden z naszych uczniów nie widział wcześniej cudzoziemca.

——————————————————————

Jak wygląda moje życie w małym chińskim mieście? Totalne przeciwieństwo tego co napisałam wcześniej. O zachodnim jedzeniu mogę jedynie pomarzyć. Kawa? Nie piję, więc nie narzekam 😉 Zakupy? Nie potrzebuje. Znajomi z tego samego kręgu kulturowego? Tego mi brakuje najbardziej! Brakuje wyjścia do kina, do knajpy, do BARU!!!! Nie ma tutaj ani jednego baru! Nasze codziennie hobby to wieczorne wyjście na kolację z tymi samymi ludzmi (znajomymi dziewczyny u której pracujemy). Bardzo częste wyjścia do karaoke, śpiewnie tych samych piosenek…i te zdjęcia!! ZDJĘCIA są naszym codziennym ‘hobby’. Na ulicy, w restauracji, w klasie, w taksówce…WSZĘDZIE! Przez miesiąc byłam tutaj sama, ponieważ Nico miał problemy ze swoją chińską wizą. Myślę, że przez ten miesiąc chyba najwięcej doświadczyłam.

Wszystko co w kulturze europejskiej jest uznawane za niekulturalne, tutaj jest normą, codziennością. Wszyscy wiedzą, że w kulturze chinśkiej się beka przy jedzeniu, siorbie, je z głową w misce od ryżu, gada z pełną buzią…To wszystko można  zobaczyć na własne oczy będąc na wycieczce w Chinach. Ale, doświadczać tego codziennie, w stopniu czasami niemożliwym do zniesienia, to całkowicie inna sztuka. Po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja (ba! nawet sama zaczęłam bekać), ale nie jest to dla mnie czymś normalnym. Niestety, nie jestem w stanie przyzwyczaić się do jedzenia kurzych nóżek, ani wszelkiego innego robactwa. Jest to dla mnie obrzydliwe jak widzę chińczyków pałaszujących swoje lokalne insekty, ale również rozumiem, że dla nich to jest  przysmak 😉

Chińczycy są najgorsi jeśli chodzi o palenie papierosów, palą wszędzie. Jeśli jesteś niepalącym i wychodzisz z chińczykami co wieczór, to może to być udręką. Ja nie palę, więc czasami ilości dymu jakie panowały nad stolem z jedzeniem były nie do zniesienia. Co więcej, Chińczycy są śmieciarzami. Myślę, że nie znają słowa N A T U R A. Wyrzucają śmieci wszędzie, gdzie popadnie (tak samo jak większość Peruwiańczyków). Jadą autem, puste butelki wyrzucają przez okno (nawet mnisi buddyjscy!). To prawda, w Chinach są wszędzie ludzie, którzy sprzątają na ulicy więc nie ma problemu czy wyrzuci śmieci na ulicy, czy u siebie w mieszkaniu…Ale to nie o to chodzi! Oni nie mają pojęcia co to jest dbanie o naturę, środowisko…Od dziecka są nauczani co się robi ze śmieciami…Jedząc w restauracji chińskiej, klienci wszystko wyrzucają na podłogę, łącznie ze swoją śliną. Zjedzą nóżkę z kurczaka, a za chwilę kość wyląduje na podłodze (albo na moim bucie!). A za chwilę jeszcze sobie spluną koło stolika. Tak, to są Chiny!!! Jeśli jesteś osobą o wielkiej kulturze jedzenia i europejskiego savoir- vivre to uwierz mi, Chiny to ostatni kraj do którego chcesz pojechać. Tam jest wszystko na odwrót 🙂 A mnie się to podoba 😉

Jakiś czas temu Nico chciał sobie pochodzić po pobliskich górkach/ pagórkach (w końcu jesteśmy w Mongolii Wewnętrznej!). Nasi chińscy znajomi omal że nie pozwolili mu samemu wyjść w te góry (jakie tam góry, to stepy!). No bo jak to on sam będzie chodził po stepach, przecież mogą go wilki zjeść, albo wiatr porwać! Ale najwięcej to bali się, że jacyś inni Chińczycy mu coś zrobią…absurd…Dla chińczyka pojęcie wyjścia w góry łączy się z wzięciem samochodu, mnóstwa jedzenia, dojechania pod samą górę i przejścia się przez 15 minut po pobliskiej górce. Oczywiście nigdy samemu! Bo przecież jaka to przyjemność samemu po górach chodzić 😉 Podobnie jest z ‘nartami’. Jak tylko przyjechaliśmy tutaj, padał śnieg. Nasi znajomi zapytali nas czy chcemy jechać na narty. My patrzymy na siebie, no pewnie! Super! Narty w Chinach! Tylko skąd my sprzęt weźmiemy?! Znajomi podobno mieli cały sprzęt więc mieliśmy się nie przejmować. No i jedziemy, po 15 minutach dojeżdżamy do celu. I co? No ich narty to nasz dupolot, więc sobie na tych dupolotach zamiast na nartach pozjeżdżaliśmy 😉

Dlaczego Chiny?

Trzymiesięczny pobyt tutaj, w Mongolii Wewnętrznej, sprawił, że zupełnie inaczej patrzę na Chiny. Dał mi tak ogromne doświadczenie, którego nigdy bym nie zaznała w większych miastach. Dzisiaj patrzę na Chiny zupełnie z innej perspektywy. Nie jest to tylko kraj, który rozwija się niesamowicie szybko i zaraz dogoni Stany Zjednoczone. To kraj, w którym mimo swojej nowoczesności jest totalnie zakorzeniony w przeszłości. To kraj, w którym większość ludzi ma przy sobie najnowszy model iphone’a, a  kochankowie w wieku 30 lat nie mogą sami zadecydować o byciu razem.

Dlaczego chińczycy są niesamowici?

Przyjeżdżając tutaj, nie spodziewaliśmy się niczego. Myśleliśmy, że będziemy mieszkać w szkole, bez ciepłej wody…Okazało się, że Della (moja koleżanka, która nas zaprosiła- na zdjęciu poniżej) wynajęła dla nas super mieszkanko, gdzie mieliśmy prysznic w łazience z gorącą wodą! Normalnie, chińskie rodziny w tej części Chin nie mają pryszniców w łazienkach, co tydzień kąpią się w publicznych łaźniach. Dellę znam od trzech lat, ale widziałam się z nią tylko 3 razy w życiu. Dla niej, jestem jej najlepszą przyjaciółką. Będąc tutaj przez 90 dni, przez 60 dni jedliśmy w restauracjach, będąc zapraszani przez wszystkich znajomych Delli, przez jej krewnych, rodziny naszych uczniów, przez samą Ellen, która chciała nam wszystko pokazać, żebyśmy czuli się jak najlepiej tutaj. Zostaliśmy tutaj przyjęci jak jacyś królowie. I to nie chodzi tylko o to, że jesteśmy obcokrajowcami, ale jesteśmy tutaj gośćmi, przyjezdnymi…Nigdy nie dano nam zapłacić za jedzenie. Spróbowaliśmy wszystkiego. Hot pot, barbecue, uliczne jedzenie, chińskie tepanyaki, najbogatsze oraz najtańsze restauracje tego miasta…Nigdzie indziej by nas tak nie ugoszczono jak w Chinach. Coś niesamowitego. Jak tylko dowiedzieli się, że Nico gra na gitarze, a ja na skrzypcach to na drugi dzień mieliśmy gitarę i skrzypce w naszych rękach. Mieliśmy wszystko to, co potrzebowaliśmy. Szczodrość tych wszystkich ludzi, których poznaliśmy nie miała granic. W ostatnim tygodniu naszego pobytu dostaliśmy niesamowite prezenty. Od przyjaciółki Delli, Mingzi, z którą często wychodziliśmy oraz jedliśmy u niej w domu, dostaliśmy przepiękny album ze zdjęciami z całego naszego pobytu w Huolinguole…Album jest przepiękny (mimo, że jest w nim ogrom błędów w języku angielskim lol). Od Delli, dzięki której tyle zawdzięczamy, dostaliśmy sesję zdjęciową w strojach mongolskich…Wszystkie małe prezenty, które dostaliśmy od innych znajomych, coś niesamowitego. Zostaliśmy tutaj przyjęci jak przyjaciele z dawnych lat.

Dla tych wszystkich Chińczyków, których poznaliśmy przez te 3 miesiące, jest marzeniem wyjechanie z Chin, podróżowanie…Nie mogą się doczekać, kiedy nas odwiedzą w Europie. A ja nie mogę się doczekać, kiedy im całą moją Żywiecczyznę pokażę i kawałek Europy. Bez wątpienia będzie to dla nich duży szok, tak samo jak było dla mnie podróżowanie po raz pierwszy w Chinach. Już nie mogę się doczekać ❤

Zdjęcia z naszej sesji zdjęciowej! Po sesji stwierdziłam, że modelki mają ciężki żywot (ja nie mogłam wystać minuty w jednej pozycji lol ).

RY9A0022

RY9A0017

RY9A0024

RY9A0023

RY9A0040

Author: Izabela Handerek

Obecnie mieszkam w Peru, gdzie prowadzę biuro podróży Alpinca. Przez parę lat mieszkałam oraz studiowałam we Francji oraz Chinach, które stały się moim drugim domem. W Peru uwielbiam ceviche oraz Andy. We Francji wino, sery i język francuski. A W Chinach wszystko :D

6 thoughts

  1. Cześć,

    Rewelacyjna relacja z podróży do Chin. Miło mi czytać taką wypowiedź. Ja miałam swoją przygodę na Tajwanie – była równie udana, co Wasza w Chinach. Poznałam przyjaciółkę, Danwen. Była na wymianie na Tajwanie. Jest Chinką. Dzięki temu dowiedziałam się też trochę o Chinach. Chętnie wymieniłabym się wrażeniami z podróży i nie tylko.

    Serdecznie pozdrawiam

  2. Dziękuję bardzo za taki mily komentarz! Jeśli będziesz gdzieś w Peru w tym roku, zapraszam do siebie 🙂 Jeśli nie, pod koniec listopada przez 2 miesiące jestem kolo Krakowa więc możemy się spotkać 🙂 Pozdrowienia!

    1. Pani Izo,

      Dziękuję za odpowiedź. Nawet nie przyszło mi powiadomienie, gdy zamieściła Pani odpowiedź na mój komentarz. Jeśli będzie Pani w Krakowie za jakiś czas, to proszę o kontakt 🙂 Można mnie spokojnie znaleźć na FB.

  3. Dzień dobry!
    Ponoć najbardziej czujemy przynależność do naszego kręgu kulturowego właśnie wtedy, kiedy go zabraknie… Moje pytanie może trochę głupie, ale nawiązujące do tych niekulturalnych dla przeciętnego europejczyka zachowań. Czy to prawda, że w restauracjach niektórzy rzucają np. obgryzione kości na podłogę i tłumaczy się to tym, że dzięki temu osoby sprzątające są potrzebne i mogą zarabiać? Słyszałam tak od osób z kręgu biznesowego, ale nie wiem czy to nie jakiś jeden odosobniony przypadek, który nie ma nic wspólnego z normalnymi zasadami. Gratuluję odwagi – ja bym się chyba nie zdecydowała na zamieszkanie na chińskiej wsi 🙂

    1. Dzień dobry:)
      Pytanie wcale nie glupie! Sama się zastanawialam nad tym podczas mojego pierwszego pobytu w Chinach 🙂 Jeśli chodzi o obgryzione kości czy też inne resztki jedzenia to prawda, są osoby które to tlumaczą tak jak mówisz (ale to zazwyczaj obcokrajowcy), jeśli chodzi o Chińczyków to robią to, bo są tak nauczeni, wiedzą że ktoś zarobi na tym, ale nawet jakby nie zarobil to nie przestaliby tego robić…Pozdrawiam serdecznie, tym razem z Peru 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s